niedziela, 19 stycznia 2014

Disconnected child

Od zawsze miałem niezdrową tendencję do szukania tego fajnego tam, gdzie sugerował świat. Nawalić się w weekend, bo to jest takie fajne mimo tego, że, zdychając na kaca dzień później, wszyscy patrzyli po sobie i nikt nie chciał na głos przyznać, że nie ma w tym nic fajnego. Cała masa tych fajnych rzeczy rozbita w pył przez jeden spokojny wieczór, przez film ze znajomymi, przez słuchanie Mad world na słuchawkach w dusznym i mokrym MPK, to wszystko pozwoliło mi zrozumieć, że lepiej zostawić fajne rzeczy fajnym ludziom.

Albo po prostu jestem nudny, bo tak też może być.

sobota, 18 stycznia 2014

Unchained melody

Poznałem dzisiaj filozofię posiadania. Zwykle jak mam rzeczy, które zasadniczo działają, ale już ich nie używam, to oddaję je komuś, kto z nich skorzysta. Ale dziś nabyłem kurtkę wiosenną Calvin Klein, która jest na mnie delikatnie za duża i zamiast ją oddać, schowałem i trzymam.

Poza tym zapisałem się na kurs niemieckiego. Jak już pójdę do piekła, to się tam dogadam.

piątek, 17 stycznia 2014

Lux æterna

Z drugiej strony to przecież nie bycie szczęśliwszym zapewnia nam szczęście, a bycie lepszym, nie w sensie bycie lepszym od kogoś, czy lepszym niż inni, a konkretnie bycie lepszym od siebie z dnia poprzedniego. Nie dawać z siebie tyle, ile trzeba, a tyle, ile można, poznać swoje granice i przekroczyć je, a kiedy nie da się ich przekroczyć - obejść.

Być, nie mieć, czy jakoś podobnie.

środa, 15 stycznia 2014

Mad world

Po latach wracam do dawnej, może nawet licealnej, filozofii i powoli dociera do mnie, że to nie ten kulawy hedonizm, który uprawialiśmy, nie zpauperyzowany nihilizm, który był nam banderą, nie Fukitol 50mg w kieliszkach, który spożywaliśmy był tą, tak wtedy kuszącą, autodestrukcją. Teraz właśnie, przez każdą z ośmiu godzin w biurze niszczymy się w taki wyrafinowany sposób. Wszystkie godziny na uczelni, każda minuta przed komputerem, pojedyncza sekunda, którą spędzamy nie tam, gdzie byśmy chcieli, każdy oddech i chwila, których nie dzielimy z tymi, z którymi chcemy - to jest prawdziwa autodestrukcja. Za dwadzieścia, trzydzieści lat spojrzymy wstecz i powiemy tak, osiągnęliśmy to, jesteśmy wyskillowanymi do granic możliwości profesjonalistami ze stabilnym saldem i bez jednego wspomnienia, które otwierałoby w nas furtkę prawdy. Pierwsi jebańcy nowej ery, pionierzy zmarnowanych nadziei, prekursorzy stabilizacji i pewności, którą tak chętnie przyjęliśmy zamiast prostych słów dobranoc we właściwym miejscu i dziękuję do właściwej osoby.

Mam deja vu.

wtorek, 14 stycznia 2014

Sway

Ja wiem, że Silver linings playbook jest, koniec końców, tylko romantyczną dramato-komedią, ale podobał mi się. Tak jakby coś o potworach, które drzemią w nas, choć żaden nie śpi.

poniedziałek, 13 stycznia 2014

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Podsumowewywując

Od dupy strony podchodząc, rok 2014 zaczął się od powrotu do Norwegian Wood Murakamiego, udupionego kolosa z mikroekonomii, wrzawy na jednej strone internetowej z powodu mojej szczerej propozycji oraz widma choroby, co podnosi temperature i burzy percepcję.

Soł, tutałzenfortin, wygląda na to, że szału nie robisz i nie wiadomo po co ci wszyscy ludzie tak hucznie Cię witali. Z drugiej strony dzięki za brak szczególnych rewelacji, bo spokój zawsze na propsie.

Aha, fajki nadal mi smakują.