sobota, 31 lipca 2010

Rozmowy Jacka z Bogiem

-To który zrobił kobietę, ty, czy ten drugi?
-Do dziś nie wiemy dokładnie...

Mafia

-Where are you from?
-Poland, and you?
-Italy.
-O, pasta, pizza and other stereotypes?
-Hahaha, yeah. And mafia.
-In our country we call it 'christianity'.

Pokazałem Magdalenie chatroulette. Poza tabunem typów marszczących pingwina są tam też fajni ludzie.

czwartek, 29 lipca 2010

Bo widzisz

-Bo widzisz, stary, z tym jest jak z koksem. Wciągasz gwoździa i napierdalasz jak trabant na vervie, czy tam ekodizlu, mniejsza o to. No wiesz, jakbyś się nażarł snikersów i horalków na pusty żołądek i te węglowodany ci napierdalają w mózg i sobie myślisz, że to jest koniec, że migotanie przedsionków i za chwilę spotkasz Boga, zajebiesz pyskiem w drzwi walhali, wbijesz się w brzuch buddy, czy w co tam wierzysz, a później sobie myślisz, że nie, jeszcze za wcześnie i wrzucasz niższy bieg, skrzynia ci rzęzi, matka cię opierdoli, że znowu hamujesz silnikiem i nic nie jesz cały dzień, albo coś takiego, zresztą nie wiem, jakie masz stosunki z matką.
No to inaczej. Bo widzisz, stary, to jest jakbyś sobie szedł spokojnie i patrzył na reklamy, albo wystawy w galerii, czy coś tam i nagle ktoś ci zajebał z łopaty w pysk. No sztychówki na przykład. Albo szpadla. Nie, raczej sztychówki. Albo jak czytasz Łowcę Androidów i ta robocica śpiewaczka pyta głównego bohatera, czy sam sobie robił ten test Voigta-Kampfa, albo jak na końcu Walca z Baszirem, kiedy sobie przypominasz, że to była prawda. Albo nie, wiem. Jak na Gwiezdnych Wojnach, kiedy nagle uświadamiasz sobie, że gdzieś, w odległej galaktyce, istnieją akapity latające w odpowiedniej kolejności.
Taka wiesz, różnica. Między poprzednim i następnym. Myślisz sobie "okurwa" i nagle do ciebie dociera, nagle jesteś osiemnaście centymetrów od ogarnięcia absolutu, już go masz, już dotykasz, już rozumiesz, masz cały ciąg logiczny i sens Zagubionej autostrady, Ereaserheada i Mulholland Drive razem wziętych i wystarczy tylko to wszystko nazwać i już koniec, end, finito, całość ogarnięta i można w końcu usiąść na dupie.

-I wtedy masz ten blekałt, bluskrin bez żadnych napisów?

-Dokładnie wtedy.

poniedziałek, 26 lipca 2010

niedziela, 25 lipca 2010

Windowclicker

Kiedy poznaliśmy Marga był wegetarianinem, nie pił i miał włosy zapuszczane dwa lata.

Dziś jest łysy i boczek z grilla zapija mocnym Lechem.

wtorek, 20 lipca 2010

Facefuck

Dziwią mnie testy na fejsbuku w stylu "Jaki jest twój ulubiony kolor", "Co lubisz robić w wolnych chwilach", "Jaki typ faceta/laski cię podnieca", albo "Kim ty, do kurwy, jesteś, pajacu".

I czytam, że na przykład znajomej wyszło, że lubi ciasto jagodowe, albo kumpel sam se skręca fajki. Ale ja to przecież wiem, bo się wczoraj z nim widziałem i skręcał.

I ja wiem, jaki kolor lubię, co robię w wolnych chwilach i kim, do kurwy nędzy, jestem bez rozwiązywania testów. Oni nie wiedzą? Musi im ktoś powiedzieć?

Co tu się, ogólnie, kurwa, wyprawia? Tylko mi nie mówcie, że jest test, który odpowie mi na to pytanie.

poniedziałek, 19 lipca 2010

Kto ma czas

No, tak to wygląda.

Semper fidelis

Wyjedzie to jedno z drugim i się mu wydaje, że bóg wie i partia, co.

Nosz kurwa, to co, ci ludzie nie srają, nie szczają, nie jedzą? Mózgi mają inaczej skonstruowane, kiszkę stolcową ewolucyjnie wypartą, a zamiast bąków wypuszczają z dupy różowy obłoczek o zapachu lawendy?

Różne kity można mi żenić, ale że się jest fajniejszym, bo się jest w lepszym miejscu, to ja bardzo przepraszam, ale jak będę chciał farmazonów się dowiedzieć, to sobie gazetę codzienną od Springera kupię.


piątek, 16 lipca 2010

Rozpęd

Czasami jest fajnie, wesoło, szczęśliwie i ogólnie rzecz biorąc nie ma na co narzekać.

W takich chwilach życie cofa się deczko, żeby wziąć porządny rozpęd przed kopem w dupę.

niedziela, 11 lipca 2010

Strach

Najbardziej w życiu boję się tego, że jak włączę jakiegoś nowego pornosa, to zobaczę kogoś znajomego w roli głównej.

środa, 7 lipca 2010

Musli

Powiedziałem pani Helence, że Sławek nie o taką Polskę walczył i wytatuuje sobie logo Batalionu 303 na klacie. Rzuciła we mnie Teorią Ewolucji Darwina, dobrze, że kawy nie niosłem, bo bym wylał.

Doraźny to w ogólności jest dobry. Zapiekanki jadł nie będzie, Zmierzchu trójki ściągnąć nie pozwoli, a DVDRipa znalazłem. Może i lepiej. Ale na weekend pożyczam aparat. Ma być ładnie, to coś pstryknę, może co złapię, jak ta Majka, co prawda tutaj huja jest do fotografowania, najwyżej zdjęcie można zrobić, ale co tam.

Dachy mi się ostatnio podobają. Chodzę po tym świecie, sprawdzam codziennie, czy pod moim blokiem przypadkiem nie napierdalają się magowie, Merlin z Voldemortem na przykład, ale pod blokiem też huja jest, najwyżej można usłyszeć wieczorem kto kogo sprzedał, albo, że dobre palenie, albo, że ten jebany sklep z dopalaczami rynek psuje i trza kości jak ramię od dźwigu za dwa pięć gonić, albo, że w Ameryce za osiemdziesiąt dolarów...

Bo dachy to takie ukryte są. Jak się idzie, albo się siedzi, to się patrzy najwyżej dwa metry nad ziemię i się gówno widzi, nie dach, a jak gołąb leci, to się też człowiek na gołębia patrzy, a nie na dach. Gołębie też są dobre, raz jednego karmiliśmy słonecznikiem niełuskanym i utył aż go nazwaliśmy królem gołębi i go auto rozjechało przy kwiaciarni na Matki Boskiej i wszystkim było szkoda, ale wszyscy szybko zapomnieli.

I zauważam dach, a tu napada mnie gość w garniturze, z torbą przewieszoną przez ramię i pyta, czy jestem stąd. Nie, kurwa, naturalnie, że z Tadżykistanu, a tutaj dorywczo marchewkę sprzedaję na bazarze i właśnie się spieszę na pociąg. Albo Habla espanol? i pa.

Jakoś mi się to wszystko nisko wydaje. Szeroko, nisko i coś jakby gniecie, wpierdala w ziemię, albo w przestrzeń międzychodnikową. Takie ciężkie jest i gęste. A jak się przechodzi koło klepsydr, to można pomyśleć, że zakończył życie z wynikiem śmiertelnym.

Spokój.

niedziela, 4 lipca 2010

Święto

Sto pierwszą notkę uczciła rewolta na youtube. Portal wart miliardy przez chwilę zatrząsł się w posadach, pierdolnięty przez grupkę anarchistów.

Księga Rodzaju cytowana nie jest darmo.

Chomiki czyszczone, google inwigilują.

Orwell musi mieć radochę.