wtorek, 14 maja 2013

Hare

I ran. I ran until my muscles burned and my veins pumped battery acid. Then I ran some more.
- Narrator, Fight Club 

poniedziałek, 13 maja 2013

No i wiedziałem

Wiedziałem, że ten dzień nie przejdzie tak spokojnie, chyłkiem, niby przechodzień unikający ulicznego starcia kiboli tylko, kurwa, zaliczy gdzieś po drodze cegłówką w czapę i przy okazji mi się dostanie jakiś rykoszet.

Tak, znowu muszę coś robić w pracy, merde!

niedziela, 12 maja 2013

Jes skil

Drajwerem dziś byłem po raz pierwszy w życiu na imprezie. No i graliśmy mecz z młodzianami, najpierw przegonili nas jak armia radziecka niemieckich niedobitków, ale później nawet nam szło. Dziś nic nie boli, śmierć nadejdzie jutro.

czwartek, 9 maja 2013

Imposybuł

Jechałem dzisiaj trzysta kilometrów w samochodzie, który miał w środku dwa decybele mniej niż Turkuć, znaczy Ducato taty Seby. A wiecie ile decybeli w środku ma Turkuć? Wszystkie.

środa, 8 maja 2013

coś jakby nie wiem

Po raz kolejny patrzę wstecz na to, jak wtedy patrzyłem w przód, po raz kolejny robiąc to z perspektywy ciepłej posadki na etacie, gdzie za nic dostaje się tysiąc, a za cokolwiek trochę więcej i tym razem udało mi się złapać część tej idei, w którą wtedy tak bardzo się wierzyło, że to właśnie my zredefiniujemy ludzkie poglądy na tyle tematów, że wprowadzimy jakiegoś rodzaju rewolucję, nieważne na jakim polu ani jakim sposobem, ale to nie było ważne, ważne było to wyobrażenie nas, które mieliśmy w głowach, wyobrażenie tak wyraźne i jasne, że gdyby ktoś w tym momencie przestrzelił nam czaszki, to pewnie zaczęlibyśmy tam żyć, wyobrażenie, w którym jest miejsce wyłącznie na emocje i odbiór, gdzie percepcja pochłania 99% energii produkowanej w organizmie, a ten jeden procent oddajemy płucom, które wciągają dym i kokę, i za nic mamy prawa fizyki oraz inne nieszczególnie interesujące fakty, a całe życie, które musi się toczyć, bo przecież musi, toczy się gdzieś obok i niczego od nas nie chce.

Patrzę przez kraty w oknie biura, bo akurat nikogo nie ma, a ja w zasadzie nie mam nic do roboty, więc patrzę przez kraty biura i mam cichą nadzieję, że ktoś w końcu przerobi ten kawałek tak, że nie będzie tego rapującego gościa, bo to wybitnie burzy koncepcję.


Z innej beczki, mam najbrzydsze zdjęcie do prawa jazdy w historii ludzkości. Wygląda, jakby mi je robili Naziści w Oświęcimiu.

wtorek, 7 maja 2013

A gdyby tak

A gdyby tak, w zamian za to, że co miesiąc państwo zabiera mi prawie pół pieniędzy przeznaczonych na moje wynagrodzenie, co miesiąc mojego bezrobocia wypłacało mi prawie pół średniej krajowej przez cały okres bezrobocia, zamiast jakichś śmiesznych pięciu stówek przez pół roku? Ale by się nagle znalazło miejsc pracy w tym kraju.

poniedziałek, 6 maja 2013

Trawa cytrynowa

Byłem ostatnio u tej ładnej fryzjergi, co mnie fajnie opitoliła i się chciałem opitolić u niej znowu, ale oddała mnie w ręce swojej stażystki, czy kto to był i mnie opitoliła też w sumie nieźle, ale delikatnie za krótko. Ale spoczko, włosy nie duma, odrosną.

W każdym razie Sebe się mnie pyta, czemu nie chodzę się strzyc do Młodszego, skoro on mnie opitoli za darmo, względnie dwa piwka, no i mam bliżej. Z powodu moich poglądów ekonomicznych, mu odrzekłem zgodnie z prawdą. Bo tak mi się wydaje, że w Polaczkowie mamy mocno dwapluszły pogląd na temat tego, jak powinna wyglądać rodzima gospodarka, z dwóch konkretnych powodów. Primo, to robienie wszystkiego samemu. We Włoszech zbierałem jabłka do takich sporych skrzynek na aluminiowych wózeczkach, które to wózeczki się kupowało po chyba 250 ojro per sztuka. Polaczek taki wózek pewnie skonstruowałby sobie sam, ewentualnie pomógłby mu pan Marian za flaszkę i Polaczek byłby dumny podwójnie: raz, że udało mu się tyle zaoszczędzić, a dwa, że ohujował w ten sposób Polaczkowo, bo nie zapłacił VATu i miliona innych podatków. Tyle, że Polaczek sobie zapomina, że poza tym nie dał zarobić jakiemuś sprzedawcy wózków pod skrzynki. I ten sprzedawca nie da zarobić fryzjerce, która nie da zarobić hurtownikowi, który nie da zarobić barmanowi, który nie da zarobić Polaczkowi numer jeden tego kręgu i w ten oto piękny sposób każdy w tym jebanym ciemnogrodzie jest biedny.

No więc w ten sposób tłumacząc Sebie objaśniam mu, że ja daję jakieś tam, całkiem niewielkie zresztą, pieniądze ładnej pani fryzjerdze i ona będzie miała pieniądze na zapłacenie wynajmu i mediów, a to już sporo podatków, które zostaną w mieście. Do tego zarobi sobie dziewczyna, może nawet przychód wygeneruje, a przy odrobinie szczęścia wyda go w podobny sposób jak ja. Tymczasem Młodszy mnie opitoli i za tą dyszkę, co mu dam kupi sobie cztery Żubry na stacji benzynowej Ecco, a to są już dwie instytucje, które wywożą pieniądze zarobione w kraju poza jego granice i my z tego mamy gówno, pensję pracownika najwyżej. I tu wychodzi druga część niezdrowej mentalności Polaczka.

Skoro już Polaczek zrobił sobie ten wózek sam, a pod koniec miesiąca drapie się po głowie nie mogąc dojść do tego, dlaczego nikt nie korzysta z jego usług i dlaczego wszyscy - a przez to on - są tacy biedni, dojdzie do momentu, w którym będzie musiał iść do sklepu, bo mu sie dziecka dro, że głodne. I pójdzie do Biedry, albo Tesco, bo tam jest tanio. I da swoje uciułane - bo o zarobku mowy nie ma - pieniądze kolejnym zagranicznym firmom, żeby mogły je wywieźć do Francji, czy Włoch. Nakupi zagranicznych produktów, bo są tanie, napcha dzieci włoskimi pomidorami, które jechały do tego sklepu kilometrów tysiąc, albo półtorej, bo już mało kto pamięta jak smakuje prawdziwy pomidor i wszyscy będą z siebie tacy, kurwa, dumni, że udało im się zaoszczędzić. Ja jebie, normalnie, jacy, kurwa, spryciarze, do sejmu ich, nobla im.

Piszę to popijając herbatę zieloną z trawą cytrynową, którą kupiłem w Biedrze. Bo kupuję, pewnie. Głównie dlatego, że miałem po drodze, ale też dlatego, że tam jest. Nie będę kłamał, korzystam z usług tych śmierdzących, babilońskich molochów. Bo, kurwa, lubię. Lubię pakować się hormonami z makdonalda i lubię herbatę zieloną z trawą cytrynową. Ale niech mnie huj, jeśli się nie staram i nie raz wolę przepłacić w lokalnym sklepiku, niż kupić pół taniej w sieciówce. I jak w końcu kupię samochód, to będę pamiętał, że Orlen to jedyna polska stacja benzynowa w tym cudzym jak dziwki pizda kraju.

Ale się zrobiło poważnie i ekonomicznie. Za karę wklejam Jamala, którego w tej chwili niekoniecznie lubię, ale kto wie co się jeszcze wydarzy.