Widziałem dzisiaj w sklepie klamki z opustem. Wszędzie było napisane "opust" zamiast "upust". Cena po opuście. Opust 27%. Ruszyło mnie to bardziej, niż chciałbym przyznać.
Jechałem Hondą Oddysey szefa. Dwieście czterdzieści koni automatu i rozmiary pendolino, a komfort jazdy, muszę przyznać, umiarkowany.
Jak mi nie wyjdzie w życiu, to kupię sobie BMW E36 z tym silniczkiem 1.6 i założę M-Pakiet. A bo to któraś siusiara pozna, że to auto jest warte może z sześć koła i ma ledwo sto kucy? A gdzie tam, M-Pakiet i ładna fela. Durne cipy.
No dobra, dałem się chłopakom namówić na gejowski trójkąt granie w karty, Warhammer Conquest CG. Teraz cisnę moją głupią talią, która nie działa, ale jest moja i nią gram, bo ja taką chcę i jebie mnie to, że jest nieekonomiczna, więc zamknąć mordy.
Nie jest mi z tego powodu wstyd. Gdybym grał w wersję figurkową - to co innego. Ludzie mogliby mówić, że mam trzydzieści lat i gram w jakieś, kurwa, żołnierzyki. Wiem, bo sam tak mówiłem Sebie. (Było przy tym wiele radości.)
Teraz mogą mi mówić, że mam trzydzieści lat i gram w karty, hazardzista jebany. Ale nie to jest ważne, co jest ważne.
Byłem na turnieju w karty. W życiu nie widziałem takiego zagęszczenia ludzi, którzy nie wymawiają "r". Mogliby wszyscy leklamować kalominal.
Czytam książkę o hujowym prywatnym detektywie i tam byli kosmici, którzy chcieli kolonizować naszą planetę, ale stwierdzili, że jednak nie chcą, bo u nas jest generalnie kiepsko.